Dziś przedstawi się Wam kolejny Wolontariusz Fundacji - Tomek Maciejewski. Jego historia jest o tyle ciekawa, że pokazuje drogę, jaką przechodzi człowiek ambitny i ciekawy świata, który świadomie używa swojego komputera. Poczytajcie sami:
“Cześć wszystkim, nazywam się Tomek Maciejewski, jestem wolontariuszem w akcji “WiOO w Szkole” oraz jednym z organizatorów “Linux-Reinstalacji”. Na codzień studiuję informatykę na Uniwersytecie Wrocławskim, a w przyszłości mam nadzieję być (dobrym) programistą. Jestem pasjonatem (geekiem), lubię wyzwania (np. “czemu do diabła mi interfejsy sieciowe nie wstają?!” ;)), a Richard Mathew Stallman jest dla mnie dużym autorytetem. Chętnie pomagam innym, ponieważ sam przy tym wiele zyskuję, ucząc się czegoś. Staram się przekonywać znajomych do wolnego oprogramowania, nie będąc przy tym zbyt nachalnym…
Moja przygoda z Linuksem zaczęła się dosyć wcześnie, jeszcze w szkole podstawowej. W moje ręce wpadło czasopismo (Linux+ albo podobne) z jakimś Linuksem Live CD. Zaciekawiony co to jest, uruchomiłem płytę i uruchomiło mi się stareńkie KDE albo GNOME (wtedy jeszcze nie odróżniałem). Pobawiłem się chwilę i wyłączyłem. Przez kilka lat traktowałem Linuksa jako ciekawostkę, jako coś, co obsługuje duże serwery, ale nie nadaje się na biurko.
O Pingwinku przypomniałem sobie, gdy Ubuntu zaczęło rozsyłać płyty. Zacząłem czytać informacje o systemie: podstawowe polecenia, programy, zasady, GNU, itp. Aż w końcu postanowiłem sobie zainstalować Slackware na drugiej partycji. Niestety, jajko było trochę stare (2.4.x chyba), nie wykrywało dysku SATA i dźwiękówki, próbowałem sam skompilować jądro, ale byłem bardzo początkujący i mnie to trochę zniechęciło. Quiz z jakilinux.org zaproponował mi: Debian. Poczytałem, zainstalowałem i pokochałem. Cenię go szczególnie za filozofię (wolność, społeczność), pakiety i konfigurowalność (tekstowe konfiguratory lub ręczna edycja plików) oraz stabilność. Już rok z niego korzystam, a 10 miesięcy temu usunąłem Windowsa na stałe. I czuję się z tym znakomicie. ;)”
Wielu użytkowników linuksa przeszło podobną drogę. I też zapewne czują się z tym znakomicie:) Życzymy więc Tomkowi i Wam, aby tak już zostało no i sukcesów w nienachalnym nakłanianiu znajomych do wioo - któż z nas tego nie próbuje…